W z założenia beztrosko – niemądrych, miłosnych klimatach. Bo czemu nie.
http://www.youtube.com/watch?v=TzRelXLYFrs&ob=av2e
* w swobodnym przekładzie: Lea, Lea, Lea skradła mi serce
W z założenia beztrosko – niemądrych, miłosnych klimatach. Bo czemu nie.
http://www.youtube.com/watch?v=TzRelXLYFrs&ob=av2e
* w swobodnym przekładzie: Lea, Lea, Lea skradła mi serce
Starannie smaruję twarz maścią przeciwko bliznom i dalej hołduję teorii, że lepiej cierpieć, że coś się zrobiło, niż żałować, że nie zrobiło się nic.
Że warto żyć dla jakiejś idei, dla uczucia.
Dla złudzenia.
Że trzeba się czasem spalić, nawet gdyby potem sakramencko bolało, żeby tylko poczuć, że się żyje.
Mogłabym opatrzyć mój wpis przykładem osadników żydowskich na Terytoriach, którzy strzelają do Arabów w imię Jerozolimy. Albo postacią palestyńskiej matki, której największym marzeniem jest, żeby nowonarodzony pierworodny został zamachowcem-samobójcą. Tudzież historią młodych zachodnioeuropejskich intelektualistów, którzy znudzeni dobrobytem postanowili ,,ratować” zgubiony naród palestyński, uczestnicząc w tej czy innej flotylli.
Ale nic to. Na dzisiaj problemy krajów i narodów, a nawet Tego-Jednego-Narodu są gdzieś daleko, a butelka czeskiej śliwowicy stoi niebezpiecznie blisko.
No, cóż… Le-chai’im!*
[* dosł. hebr. ,,za życie", takie nasze ,,na zdrowie”]
Nie umiem tego zgrabnie ująć w słowa, coby nie zabrzmieć zbyt ckliwie… A może ckliwość jest śmieszna tylko w Warszawie, wśród cynicznych i wyrachowanych lanserów, do których chcąc nie chcąc swego czasu należałam.
Podobno w Tel Awiwie ludzie są szorstcy i opryskliwi, nie dbają o uczucia innych, a zależy im tylko na pieniądzach i przyjemnościach. Takie krążą pogłoski. Ja jednak zgłaszam zdanie odrębne. Uważam, że to jedynie zbiór pustych uwag ludzi, którzy nie chcą głębiej przyjrzeć się problemowi.
Ostatnio jedna pani mi zwróciła uwagę, że chyba mam dysleksję, bo widzę, co chcę i wcale nie zdaję sobie z tego sprawy, więc nie jestem w stanie np. poprawnie przepisać ciągu cyfr. Rzeczywiście coś może być na rzeczy. Prawdopodobnie błędnie też interpretuję otaczającą mnie izraelską rzeczywistość.
Z Be-Reszit wiem na pewno, że ludzie zostali wygnani z raju. Jednak coś mi się wydaje, że każdy może odnaleźć swoją własną Ziemię Obiecaną, oczywiście, niekoniecznie w Izraelu, co jest akurat moim przypadkiem. Trzeba tylko się ruszyć sprzed facebooka, zakręcić butelkę wódki i zacząć realizować swoje marzenia. Brzmi łatwo, choć dla większości ludzi jest to niewykonalne.
Co mogę jeszcze dodać to tych kilku chaotycznych i niepowiązanych z sobą akapitów… Po prostu się zakochałam.
[* T.Love, Banalny]
Ostatnio nic nie piszę, bo i o czym?
O widoku na nocny Tel Awiw z 23. piętra wieżowca?
O szabatowej, pełnej ludzi plaży i o morzu wszystkich odcieni lazuru?
O humumusie z Jaffo, którego nigdy dość?
O pięknych, rosyjskojęzycznych panach?
O pięknych, nie-rosyjskojęzycznych panach?
Jakieś nudy. A przynajmniej, jakby o tym jedynie czytać.
[* Maanam, Cykady na cykladach]
Rozważania na temat antysemityzmu i jego skutków.
Do niedawna myślałam, że eksterminacja polskiej inteligencji odbyła się wyłącznie za sprawą nazistów (np. Akcja AB) oraz sowietów (vide: Katyń). Im więcej spotykam Izraelczyków polskiego pochodzenia, tym bardziej uświadamiam sobie, że nie do końca tak było.
Mimo, iż ci Izraelczycy podkreślają, że zostali wygnani z Polski za sprawą socjalistycznego rządu, to nikt mi nie jest teraz w stanie wmówić, że była to jedynie oficjalna linia partii, z którą przeciętni obywatele się nie zgadzali. Zawsze w ich historii pojawia się jakiś telefon od niegdysiejszego najlepszego przyjaciela pt. ,,Parszywy Żydzie, uciekaj do Palestyny!”.
-Dzień dobry pani doktorowo!
- Ach, dzień dobry pani mecenasowo!
- Czy wie pani, co słychać u pani profesorowej?- Takie żartobliwe dialogi przeprowadzano po polsku kilkadziesiąt lat temu coraz częściej w Ramat Awiwie, a coraz rzadziej na Żoliborzu… W pewnym momencie uznano, że Polska nie jest Ojczyzną osób w niej urodzonych, świetnie znających jej historię i obyczaje, za to nie wiedzących nic a nic o judaizmie ani o szeroko pojętym żydostwie.
Chciałabym forsować teorię, że antysemitami są tylko kibole i bezrobotni frustraci. Że antysemityzm to już jedynie pieśń przeszłości i ,,nigdy więcej”. Że nas- młodych i wykształconych takie brzydkie historie zupełnie nie dotyczą.
Zamiast tego słyszę od mojego kolegi, przyszłego magistra prawa, że Michnik powinien mieszkać w swojej Ojczyźnie, a w domyśle: w Izraelu. To mniej więcej tak, jakby ktoś nagle mi powiedział, że jestem Chinką i kazał mi się przeprowadzić do Pekinu… Wiem, że Chiny jako takie istnieją oraz że Chińczycy mówią po chińsku posługując się chińskim alfabetem… Czyli dokładnie tyle samo, co wiedzieli polscy Żydzi o Izraelu, gdy im wydano w ’68 bilet w jedną stronę.
A teraz nie ma już w Polce Żydów, za to antysemityzm trzyma się mocno. Nie: antyizraelizm, który odpowiednio uzasadniony może mógłby być jeszcze tematem do dyskusji, ale po prostu: antysemityzm.
Ktoś może zapytać, czy aby nie zbyt swobodnie wymieniam słowo ,,inteligencja” na ,,Żydzi” i stwierdzić, że to tylko moja subiektywna opinia. W takim wypadku polecam np. porównanie liczby nagród Nobla dla Polaków i dla Żydów. Wnioski nasuwają się same.
Trzydzieści parę stopni, od wielu tygodni ani kropli deszczu, a więc… najwyższa pora zapalić ognisko. W centrum Tel Awiwu, na obrzeżach Tel Awiwu, na plaży, w parku… Gdziekolwiek tylko się da, a gdzie się nie da, to należy chociaż spróbować. Cytując klasyka- możesz się mnie zapytać, skąd się wzięła ta tradycja. Powiem ci… nie wiem. Ale to jest tradycja.
W związku z tym przez kilka dni dzieci oczyszczały wszystkie parki i skwery z najdrobniejszych kawałków drewna, pozostawiając żałośnie żółtą trawę samą sobie, a oddziały ratunkowe szpitali i straże pożarne zostały postawione w stan najwyższej gotowości. Pełna współpraca.
Jest ciekawie. A na pewno ciepło.
Charakternie i z impetem. Oto nadeszła Ona. Oczekiwana z zapartym tchem, co najmniej od pięciu miesięcy…
Inauguracja Sezonu Plażowego.
Przezornie czekamy na zapadnięcie zmroku, coby znowu nie narażać i tak już poparzonego słońcem ciała. Wraz z zachodem wyruszamy, jala*! A po chwili… cała plaża dla nas. Zupełnie nie wiedzieć czemu nikt nie miał podobnych upodobań klimatycznych. I pysznie. Woda przyjemnie orzeźwia, a rekordowo bliski ziemi księżyc mimo woli zmusza do ckliwo – romantycznych refleksji.
Ach!
Ujmę sprawę krótko. Tel Awiw. Te dwa słowa wyrażają wszystko.
* arabsko – hebrajska zachęta do podjęcia akcji